2014/04/23

Migawki ze Świąt Wielkiej Nocy

Te Święta były dla nas wyjątkowo intensywne. Do dziś odczuwam zmęczenie. Wolę wolniej, ale w tym roku nie dało się inaczej. Szybko przeleciało. Było inaczej, niż zawsze. W drugi dzień Świąt wychrzciliśmy nasze maleństwo. Kilka migawek ze Świąt.











Marysia

2014/04/17

Zosiowa biblioteczka

Czytamy, czytamy, a książeczek wciąż przybywa! I nadal praktycznie wszystkie są od Mamy Chrzestnej :) Czytam Zosi i wierszyki, ostatnio robię to zazwyczaj tak, że zakładam pacynkę na rękę (Zosia upodobała sobie szczególnie żółtego ptaka) i dłuższe książki. Te dłuższe to chyba bardziej dla własnej przyjemności póki co. I z nadzieją, że rozbudzam w małej miłość do książek. Ostatnio był Janosh "Panama". Cudowne! Zabawne, mądre, pięknie wydane, przekazujące mądre wartości. Polecam! A przed Janoshem była klasyka "Pamiętnik Czarnego Noska" Janiny Porazińskiej. Dostałyśmy książkę od mojej mamy, gdy byłyśmy, zaraz po porodzie, w szpitalu. Takie opowieści z dawnych lat, miło się czyta, warto na pewno sięgać też po takie pozycje! Do oby tych książek będę nieustannie wracać i czytać je Zosi, gdy już będzie je mogła zrozumieć. Jestem ciekawa, którą bardziej polubi? Ostatni nabytek Małej to "Wiersze łaciate i jeden w kratę" napisane przez Agnieszkę Frączek. Zabawne teksty o... krowach, rzecz jasna :) ozdobione świetnymi ilustracjami Joli Richter- Magnuszewskiej. 


Marysia

2014/04/15

Migawki z weekendu

To był dobry weekend. Towarzyski. Zosię zawsze otaczało dużo ludzi, nasz dom jest domem otwartym. Jednak ona do tej pory bywała u Dziadków, u mojego Brata i u Prababci. W ten weekend wybraliśmy się w trójkę do znajomych. Było świetnie, Zosia była spokojna, zadowolona, roześmiana, znajomi zachwyceni :) było wspólne jedzenie, granie, spacerowanie.. dobry czas! Były też spacery rodzinne w pięknym Tyńcu. W niedzielę mikropodróż (lubię to określenie, według mnie nawet w okolicach domu można odbywać podróże, grunt to się przemieszczać i poznawać nowe miejsca, a nawet pod nosem znajdą się takie!) do Woli Radziszowskiej. Piękna wioska, ze ślicznym drewnianym kościółkiem, w którym był nasz Ślub i w której kiedyś marzy nam się zamieszkać (kawałek ziemi już jest :)). Nasza trójka plus ukochana Mama Chrzestna Zosi (Chrzciny już tuż tuż). I obiad testujący w Restauracji, w której będą Chrzciny. Fajne miejsce, skromne, domowe, masa dzieciaków, które mogą na miejscu same robić pizze. Dobry weekend. Intensywny, w doborowym towarzystwie- takie lubię najbardziej. Zosia miała długie drzemki w czasie spacerów, w Restauracji też była zadowolona, a w niedzielę wieczorem padła jak mucha ;) Moim zdaniem dziecko do małego trzeba zabierać wszędzie, rozbudzać w nim ciekawość świata już od jego pierwszych miesięcy :) 
Ach... i najważniejsze! W niedzielę, już w domku, gdy Tatuś zaczął się wygłupiać i rozśmieszać Zosię, Mała zaczęła długo i głośno się śmiać! To nie był pierwszy raz, ale po raz pierwszy tak długo i tak radośnie, i tak pełną buzią i pełnym głosem! Byłam oczarowana! 













Marysia